post-image
Recenzje

„Powietrze, którym oddychasz”
Frances de Pontes Peebles

Frances de Pontes Peebles, rozpoczynając swą opowieść, przenosi nas do upalnej Brazylii, gdzie słońce wydaje się nigdy nie zachodzić, a upał odczuwany jest przez czytelnika w postaci ciągłego pragnienia. To wszystko otulone zostaje dźwiękami samby, za każdym razem trafionym akordem, rytmem wybijanym przez brzęczące bransolety.

post-image
Recenzje

„Winne”
Jarosław Czechowicz

Paradoksalnie ta intymna powieść jest całkowicie odarta z intymności, dosłowna i bezkompromisowa. Jest skondensowana jak mleko w puszce, tłusta i niesamowicie tucząca. Zdecydowanie ta książka to nie jest literacki posiłek w wersji light, tylko ciężki, wysokokaloryczny obiad, po którym trzeba odpocząć, zebrać się w sobie.

post-image
Recenzje

„Ninja Timmy i polowanie na skradziony śmiech”
Henrik Tamm

„Ninja Timmy i polowanie na skradziony śmiech” to niezwykle barwna opowieść o przyjaźni. Celowo używam słowa „barwna”, bowiem – poza plastycznym językiem – spotykamy w książce przepiękne ilustracje, które zachwyciły mnie od momentu, w którym pierwszy raz wzięłam tę książkę do rąk. Przyznam, że okładka nie jest aż tak elektryzująca, jak każdy obraz umieszczony w środku.

post-image
Recenzje

„Szepty z wyspy samotności”
Magda Knedler

Od początku do końca lektury mój wzrok zachłannie otaczał tekst. Czytając o niesamowitej tęsknocie, rozczarowaniu, śmierci, niewypowiedzianym „kocham cię” oraz poczuciu winy, zachłannie łapałam powietrze, jakby chwilę wcześniej ktoś mnie podtapiał. Odkrywałam sekrety i zapadałam się w nich coraz bardziej. Wchłaniałam każde zdanie, czując na swojej skórze charakterystyczne mrowienie pojawiające się zawsze, gdy obcuję z czymś wyjątkowym. Bo taka właśnie jest najnowsza powieść Knedler. W mojej opinii – najlepsza spośród przeczytanych przeze mnie książek jej autorstwa.

post-image
Recenzje

„Moje ptaki, zwierzaki i krewni”
Gerald Durrell

„Moje ptaki, zwierzaki i krewni” to powieść ponadczasowa i absolutnie wyjątkowa, co wcale nie jest takie oczywiste. Wyobrażam sobie, że ze złym podejściem do tematu mogłaby się dłużyć, nudzić i nakłaniać do rzucenia w kąt. A jednak powieści Durrela są „w punkt”, zbudowane w idealnych proporcjach i serwowane z niesamowicie pozytywną energią. To ten rodzaj lektury, który wywołuje u czytelnika, mówiąc kolokwialnie, radochę z czytania. I tak właśnie powinno być.