post-image
Recenzje

„Miedziaki”
Colson Whitehead

Whitehead szokuje obrazem ośrodka, w którym uczniowie są sprowadzeni do poziomu zwierzęcia tresowanego przez wymagającego bezwzględnego posłuszeństwa pana. Tresura obejmuje katowanie, poniżanie i wrogość. Jedynym akceptowanym przez „grono pedagogiczne” Miedziaka (taką nazwę nosi ośrodek) sposobem na sukces procesu naprawczego młodzieży jest absolutne podporządkowanie wychowawcom, a wszelka niesubordynacja okupiona zostaje cięgami, które czasem trudno jest przeżyć.

post-image
Recenzje

„Złodzieje snów”
Małgorzata Strękowska-Zaręba

W tej niedługiej opowieści Strękowska-Zaręba skumulowała dużo bólu, brak odpowiedzialności i tęsknotę. Opisała sytuacje charakterystyczne dla rzeczywistości, w której znalazły się dzieci. Zwykłe przekupstwo, uprawiane przez rodziców, kłuje w oczy i potwierdza, że problemów dzieci nie da się rozwiązać zabawkami i gadżetami. Że w takiej sytuacji należy potraktować malucha jak dorosłego, najważniejszego dla nas człowieka. Rozmowa powinna stanowić priorytet. Bez tego skazujemy dzieci na piekło, z którego trudno je uwolnić.

post-image
Recenzje

„Jasność”
Maja Wolny

Wolny tak skonstruowała swą powieść, że czytelnik traci rozum wraz z główną bohaterką. Z jednej strony z powodu jej osobistych przeżyć, a z drugiej dlatego, bo popada w swoistą literacką paranoję opierającą się na przekonaniu, że jeśli odłoży tę książkę choćby na chwilę, to coś mu umknie, czegoś nie zrozumie, coś ominie, a to nie pozwoli mu zaznać spokoju. Już dawno nie czytałam książki z takim zacięciem. Mogłabym Wam opowiadać o wielu aspektach tej historii, o mnogości tematów, które pisarka w nich porusza.

post-image
Recenzje

“Pokój motyli”
Lucinda Riley

Właściwie przez większość książki nic się w niej nie dzieje. Pisarka snuje historię, która z założenia jest ciekawa, ale sprowadza się do generowania kolejnych, niewiele wnoszących zdań, powodując znudzenie i pragnienie, by wreszcie coś się zadziało. Szczególnie bolesne były infantylne dialogi, które wpędzały mnie w irytację. Zastanawiałam się, czy to możliwe, żeby między wcześniej przeczytanym przeze mnie świetnym „Drzewem anioła” a „Pokojem motyli” była aż taka przepaść. Przez chwilę nabrałam przekonania, że być może to wina tłumacza, bo przecież niemożliwe, żeby ceniona pisarka tak bardzo obniżyła poziom.

post-image
Recenzje

„Złodzieje bzu”
Hubert Klimko-Dobrzaniecki

Najpierw był język – przedziwny jakiś, kresowy. Inny, rytmiczny, stylizowany lekko. Dokładny, w głowę każdym wyrazem wtłaczany. Potem były całe akapity, które jakby w balladę się układały. Gawędę o życiu. W ten sposób opowieść powstawała – niby spokojna, a jednak z każdą stroną własnego tempa nabierała. Codzienność opisując, historii uczyła. A wszystko za sprawą Antka Baryckiego, chłopca zgodnie z prostymi zasadami wychowanego, któremu dojrzewać wtedy przyszło, gdy ziemie dla jednych polskie, dla innych ciągle za niepolskie uchodziły. „Myśmy żyli w Polsce, której na chwilę zabrakło, oni na Ukrainie, której nigdy nie było” – czytamy. To zdanie na zawsze w moim sercu utkwiło.