post-image
Recenzje

“Pokój motyli”
Lucinda Riley

Właściwie przez większość książki nic się w niej nie dzieje. Pisarka snuje historię, która z założenia jest ciekawa, ale sprowadza się do generowania kolejnych, niewiele wnoszących zdań, powodując znudzenie i pragnienie, by wreszcie coś się zadziało. Szczególnie bolesne były infantylne dialogi, które wpędzały mnie w irytację. Zastanawiałam się, czy to możliwe, żeby między wcześniej przeczytanym przeze mnie świetnym „Drzewem anioła” a „Pokojem motyli” była aż taka przepaść. Przez chwilę nabrałam przekonania, że być może to wina tłumacza, bo przecież niemożliwe, żeby ceniona pisarka tak bardzo obniżyła poziom.

post-image
Recenzje

„Złodzieje bzu”
Hubert Klimko-Dobrzaniecki

Najpierw był język – przedziwny jakiś, kresowy. Inny, rytmiczny, stylizowany lekko. Dokładny, w głowę każdym wyrazem wtłaczany. Potem były całe akapity, które jakby w balladę się układały. Gawędę o życiu. W ten sposób opowieść powstawała – niby spokojna, a jednak z każdą stroną własnego tempa nabierała. Codzienność opisując, historii uczyła. A wszystko za sprawą Antka Baryckiego, chłopca zgodnie z prostymi zasadami wychowanego, któremu dojrzewać wtedy przyszło, gdy ziemie dla jednych polskie, dla innych ciągle za niepolskie uchodziły. „Myśmy żyli w Polsce, której na chwilę zabrakło, oni na Ukrainie, której nigdy nie było” – czytamy. To zdanie na zawsze w moim sercu utkwiło.

post-image
Recenzje

„Wszystkie ulice bogów”
Miuosh

W tylu rzeczach jesteśmy do siebie podobni, w ilu się różnimy – najważniejszy jest wzajemny szacunek. I przyznaję, że choć nie zgadzam się z niektórymi poglądami Boryckiego, to uważam, że naprawdę warto przeczytać „Wszystkie ulice bogów”. Na uwagę zasługuje również wydanie, które naprawdę przykuwa wzrok i stanowi doskonałe dopełnienie historii chłopaka ze Śląska. Myślę, że to obowiązkowa lektura zarówno dla jego fanów, jak i tych, którzy lubują się w śląskich klimatach.

post-image
Recenzje

Śmierć oczami dziecka – proponowane książki

Nie wiem, jak dzieci radzą sobie ze śmiercią bliskiej osoby. Niby obserwowałam to w naszej rodzinie, ale skąd mogę wiedzieć, co dzieje się w głowie malca, który nagle traci kogoś bliskiego? On pyta, a ja nie zawsze potrafię odpowiedzieć, bo jestem zbyt pragmatyczna, bo nie umiem w takich momentach  uruchomić wyobraźni. Dla mnie bliscy leżą w zimnej ziemi. Czasami wpojona i nie do końca jeszcze zabita wiara próbuje dojść do głosu i przekonać mnie, że teraz jest im dobrze. Próbuję to wszystko jakoś mojemu przedstawić, ale brakuje mi polotu. „Mamo, a dziadek leży w tej ziemi?”. Co mam powiedzieć? Już go tam nie ma? Już go coś zeżarło, jedynie kości zostały? Czy mam prawo wylać na jego kolorowy świat czarno-białą farbę?

post-image
Recenzje

„Horyzont”
Jakub Małecki

„Horyzont” to inna powieść. Z mojej perspektywy dobra, ale nie tak wyjątkowa jak poprzednie. Wydaje mi się, że to zupełnie inne oblicze autora – inna narracja, inny rodzaj bohatera, inny punkt ciężkości. Zakochana w jego nieoczywistej prozie, oczekiwałam czegoś więcej. Tymczasem otrzymałam coś, co w żaden sposób mnie nie zaskoczyło, nie podziałało na mnie tak, jak na przykład „Nikt nie idzie”. Wydaje mi się, że autor nie wyszedł poza ramy tego, co już gdzieś czytałam (choćby w „Tylko przeżyć” Sylwii Winnik), a przecież tak przyzwyczaił mnie do inności swojej prozy!