post-image
Recenzje

„Wyspa”
Żanna Słoniowska

Zdarza mi się wyobrażać sobie, że wydaję swoją pierwszą powieść. W moich marzeniach sięgam po najbardziej prestiżowe nagrody i wszelkiego rodzaju wyróżnienia. Widzę kolejki po autografy, flesze, czuję w odpowiednio zaakcentowanych różem policzkach skurcz od ciągłego uśmiechania się do obiektywów. Nie myślę o tym, co dalej. Nie myślę o kolejnej książce, o następnym wyzwaniu. Gloria spływa za debiut. A co potem? Cóż, potem może być różnie.

post-image
Recenzje

„Policjanci i gangsterzy”
Krzysztof Wójcik

Najbardziej boję się ludzi, którzy nie mają sumienia i takich, którym chęć zysku przysłania cały świat. Ich nieobliczalność i wyrachowanie ścina mi krew w żyłach na samą myśl, że mogłabym stanąć im na drodze. To nie jest kwestia respektu, którego najczęściej tak bardzo pragną. To zwykły strach, który większości z nich wystarcza, a niektórych nawet bawi. Trudno byłoby mi z odwagą spojrzeć w oczy takiemu komuś. I cieszę się, że nigdy nie musiałam.

post-image
Recenzje

„Owoc granatu. Powroty”
Maria Paszyńska

„Powroty”, czwarta część cyklu „Owoc granatu” Marii Paszyńskiej, to ten rodzaj książki, której recenzję przychodzi mi pisać z trudem. Nie dlatego, ze nie wiem, co napisać. Szkopuł tkwi w tym, że nie wiem, jakimi słowami oddać niezwykłe piękno historii sióstr Łukowskich oraz opisać swój zachwyt lekturą. Trudno jest z jeszcze jednego powodu. Nie wiem, czy potrafię pisać tylko o ostatniej części serii, bez jednoznacznej, wysokiej oceny całości. Wierzę, że większości z moich czytelników nie muszę przekonywać do tego, by sięgnęli po tę powieść, a jednak czuję w sobie imperatyw, by tym krótkim tekstem poruszyć serca wszystkich tak, jak mnie poruszyła autorka. Marzenie! Przecież nie potrafię tak pisać!

post-image
Recenzje

„33 razy, mój kochany”
Nicolas Barreau

Zasadniczo lubię książki ambitniejsze, napisane piękną polszczyzną, z tak zwanym drugim dnem. Tymczasem co jakiś czas odczuwam łaknienie prostszej rozrywki literackiej, odprężającej i emocjonującej, idealnej na letni wieczór przy lampce wina. Zasada jest prosta: niech mną poszarpie, niech pojawią się łzy, śmiech, smutek, niech będzie napisana tak, żebym nie musiała męczyć oczu i umysłu językowymi łamańcami.

post-image
Recenzje

„Księżyc jest pierwszym umarłym”
Karina Bonowicz

Nie lubię ryzyka, jeżeli chodzi o książki, więc raczej sięgam po sprawdzonych autorów. Odstraszają mnie powieści realistyczne. Uważam, że fantastyka powinna przenosić nas do innych światów, żebyśmy mogli odpocząć od tego, z czym stykamy się na co dzień. Wreszcie niespecjalnie przepadam za polskimi autorami fantasy. Tak po prostu, z założenia. Przepraszam wszystkich polskich geniuszy, poprawię się. Próbuję z tego wyrosnąć. Małymi kroczkami. Jednym z takich kroczków jest próba twórczości Kariny Bonowicz – „Księżyc jest pierwszym umarłym”. Ten mały kroczek przekreślił wszystkie argumenty na „nie”. Jak już płynąć pod prąd, to pod samym wodospadem – spokojna rzeka jest dla słabych. Pewnie dlatego tylu ludzi tonie.