post-image
Recenzje

„Krasnoludki. Fakty, mity, głupoty”
Maciej Szymanowicz

Podobno każdy ma w sobie coś z dziecka. Nie wiem, czy to prawda. Momentami nachodzą mnie wątpliwości, czy niektórzy byli dziećmi kiedykolwiek. Są też tacy, którzy całe życie wydają się być dziećmi, ale to już inna para kaloszy. Mnie na przykład codziennie towarzyszą krasnale. Serio, serio. Każdego dnia biegają po naszym domu i psocą, rozrzucając klocki po dywanie, plamiąc ubrania albo chowając różne przedmioty. Przypadkiem oczywiście. Mimo że czasami broją, są też bardzo pomocne. Dzięki temu, że fascynują moją córkę, wiadomym jest dla niej, że te małe cuda sprawdzają, czy dzieci chodzą o odpowiedniej porze spać i o wszystkim donoszą Mikołajowi zbierającemu te informacje cały rok i decydującemu, które dziecko dostanie upragnioną zabawkę. Krasnale (czy też skrzaty) pełnią ważną funkcję w życiu mojej najmłodszej pociechy.

post-image
Recenzje

„Gra w Yoté”
Tadeusz Michrowski

Obserwując serwisy społecznościowe (szczególnie ten, w którym tak wiele osób – łącznie ze mną – prezentuje okładki różnych książek), można zauważyć, jaki rodzaj literatury dominuje wśród czytelników. Niewątpliwie są to kryminały, thrillery, obyczajówki i erotyki. Coraz częściej możemy dowiedzieć się o premierze książki pomagającej nam oczyścić powietrze w mieszkaniu za pomocą roślin, sugerującej, jak zaaranżować sypialnię, żeby dobrze się w niej spało albo namawiającą nas do pewnego rodzaju tête-à-tête z drzewami. Nie mam nic przeciwko. Jednak od czasu do czasu przydarzy się taka lektura, którą trudno wsadzić w jakiekolwiek ramy i określić mianem konkretnego gatunku. Z takim właśnie „problemem” spotkałam się podczas lektury książki Tadeusza Michrowskiego Gra w Yoté.

post-image
Recenzje

„Przebłysk”
Robert Rient

Czy marzenie kogoś innego może nas porwać? Czy coś, co dotychczas było obce, niekoniecznie interesujące, może nawet nudne lub niebezpieczne może nas zmotywować do zmiany? Wydaje mi się, że jest to możliwe, choć z wielu stron obostrzone warunkami. Przede wszystkim musi to być marzenie kogoś, kto potrafi o nim opowiadać. Kogoś, kto ma pewien dar, umiejętności gawędziarza i charyzmę. Zdecydowanie taką osobą jest Robert Rient, a bardzo specyficzną opowieścią o realizacji jego największego marzenia jest książka Przebłysk.

post-image
Śladami bohaterów książek

Śladami Zofii Kossak
„Kossakowie. Biały mazur” Joanna Jurgała-Jureczka

Czasami zdarza się, że przypadkowo wybrana książka staje się swego rodzaju wyzwaniem, a jej bohaterowie na tyle interesujący, że chcemy spędzić z nimi choćby jeden dzień. Tak właśnie stało się w przypadku najnowszej książki Joanny Jurgały-Jureczki „Kossakowie. Biały mazur”. Ledwie zaczęłam lekturę – już ją kończyłam. Zafascynowana historią tego rodu odkryłam, że zaledwie godzinę drogi od mojego domu znajduje się dwór Kossaków.

post-image
Recenzje

„Kossakowie. Biały mazur”
Joanna Jurgała-Janeczka

Niesamowite, jak często przypadek rządzi naszym życiem. Jak nieprzewidywane i nieplanowane wcześniej działanie może poukładać nasze życie na kolejnych kilkadziesiąt lat. Przypadkowe spotkanie, wycieczka w interesujące miejsce, fragment artykułu, książka – czasem kilka minut wystarczy, by zadziało się coś niesamowitego, pozazmysłowego, trochę nawet mistycznego. Zbieg okoliczności stał się również przyczynkiem do tego, że kiedyś dziennikarka, a dziś autorka biografii jednego z najciekawszych polskich rodów trafiła na uważany za zaginiony portret Wojciecha Kossaka autorstwa Witkacego, czego skutkiem było oddanie dwudziestu pięciu lat swojego życia poznawaniu największych tajemnic rodziny Kossaków. Jednym z efektów tego zdarzenia jest książka Kossakowie. Biały mazur, której autorką jest Joanna Jurgała-Jureczka. Kiedy pisarka przypadkiem poznała Annę Bugan-Rosset, córkę Zofii Kossak, jej życie zawodowe uległo zmianie. To był początek tańca, w którym była „odbijana” przez kolejnych mężczyzn: bliźniaków Tadeusza i Wojciecha, syna tego drugiego – Jerzego, a nawet wspomnianego Witkacego. Podglądała również inne tańczące pary, w których prym wiodły spokrewnione ze sobą Zofia Kossak-Szczucka-Szatkowska, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska oraz Magdalena Samozwaniec. Powiązane ze sobą więzami krwi, często stojące w opozycji względem siebie wyznaczały rytm całej rodzinie. To głównie im poświęcona została książka, o której chcę Wam dzisiaj opowiedzieć.