post-image
Recenzje

„Fabryka wiatru”
Beata Mieczkowska-Miśtak
recenzja przedpremierowa

Czasami dziwnie się to moje czytanie układa. Dopiero co pisałam o górach i mojej miłości do nich, a tu wpada w moje ręce książka, której akcja dzieje się nad polskim morzem. Jakby chciała wybronić ten nasz niezbyt dobrze reklamowany Bałtyk przed moimi oskarżeniami o wiecznie złą pogodę, zimną wodę i brak miejsca na plaży. Jakby koniecznie chciała mnie przekonać, że warto nad morze jechać, przejść się po molo, pospacerować po piasku, pogonić się z falami, wdychać jod i cieszyć się kojącym szumem wody. To tak, jakby książka do mnie mówiła. Cóż, żadne to odkrycie: literatura do nas przemawia w taki czy inny sposób. Taka między innymi jej rola.

post-image
Doceniam okładki

Marcel Woźniak

Zasadniczo nie lubię poniedziałków. Wtorki już są lepsze, bo bliżej piątku. Ale najfajniejszy jest wtorkowy wieczór, kiedy mogę Wam zaprezentować kolejne wydanie cyklu “Doceniam okładki”. Dziś swój zestaw pokaże nam Marcel Woźniak (Czwarta Strona), autor cyklu kryminałów ze świetnym komisarzem Brodzkim w roli głównej. Chyba niebawem pojawi się kolejna część… mam przynajmniej taką nadzieję!

post-image
Recenzje

„Czarny szlak”
Andreas Föhr

Morze czy góry? Na to skomplikowane pytanie zawsze odpowiadam – góry.  Żadne morze nie zrównoważy mi tego, co droga na szczyt i widoki, które mam możliwość podziwiać. Uwielbiam czas spędzany wysoko, gdzie towarzyszą mi cisza i spokój, przestrzeń dookoła, gorąca herbata z termosu i kanapki zrobione na drogę. Bez dyskusji akceptuję ból mięśni, który w tym wypadku wydaje się być nawet przyjemny i pielęgnowanie odcisków przez najbliższych kilka dni. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Góry to zawsze wyzwanie i nie mówię o Himalajach. Nie muszę wspiąć się na Czomolungmę, żeby poczuć wolność. Grunt, żeby wejść trochę wyżej, trochę się zmęczyć i cieszyć. Po prostu.

post-image
Recenzje

„Węzeł prawdy”
Iwona Wej

Z dużą dozą niepewności podchodzę do każdej lektury, która już w opisie zawiera informację o istnieniu tajemniczego stowarzyszenia, które wpływa na losy bohaterów. Wszystkie rządzące światem tajne i niebezpieczne organizacje wywołują we mnie poczucie, że będę miała do czynienia z kolejną teorią spiskową, a tego mam już po dziurki w nosie. Wszelkiego rodzaju zdarzenia z naszego życia, które wydają się przypadkiem, a okazują się misternie zaplanowane przez kilkoro ludzi zasiadających raz na jakiś czas przy wspólnym stole, są dla mnie tak realne jak istnienie skrzatów, o których opowiadam mojej niespełna trzyletniej córce. Niemniej jednak literatura pełna jest tego typu wątków, owe „zgromadzenia” stają się rczasami jednym z głównych bohaterów, a mnie pozostaje albo omijać tego typu książki z daleka albo po prostu to zaakceptować. I pół biedy, gdy autor jest mi znany i wiem, że pisze dobrze. Gorzej, gdy twórcą jest ktoś, o kim nic nie wiem i trudno mi znaleźć na jego temat jakiekolwiek informacje – wówczas kilka razy zastanowię się, czy chcę po raz kolejny zmagać się z historią o odważnym bohaterze i wszechpotężnej klice ludzi ścigających go po całym świecie.