post-image
Recenzje

„Mazel Tow. Jak zostałam korepetytorką w domu ortodoksyjnych Żydów”
J.S. Margot

Moje socjologiczne oko uwielbia obserwować ludzi. Nie zawsze bywam obiektywna w swoich wewnętrznych ocenach, przyznaję. Bardzo lubię przyglądać się relacjom: miedzy małżeństwami, przyjaciółmi, matkami na placu zabaw – mogłabym wymieniać w nieskończoność. Szczególnie ciekawe jest zderzenie dwóch różnych światów, dwojga ludzi pochodzących z zupełnie różnych środowisk, wyznających inną wiarę, żyjących w innych kulturach. Bardzo lubię książki, które pokazują owe różnice i dają tym samym do myślenia.

post-image
Relacje

Piknik rodzinny z książkami w tle w Hotelu Wierchomla Ski & Spa Resort***

Są takie miejsca, w których świat się zatrzymuje. To właśnie tam człowiek uświadamia sobie, w jakim pędzie żyje na co dzień i że choć na chwilę chętnie wziąłby udział w projekcie „życie w rytmie slow”. To takie miejsca, które wyciszają i powodują, że nabiera się dystansu do wszystkiego, co dotychczas przytłaczało. Patetycznie mogłabym stwierdzić, że takie miejsca tworzą ludzie i oczywiście ma to jakiś sens, ale nie wypowiem tego głośno, bo byłaby to półprawda. Miejsce, które mam na myśli i o którym Wam opowiem tworzą piękne wnętrza, doskonałe jedzenie i ludzie, dla których Ty i Twoje dzieci jesteście najważniejsi.

post-image
Recenzje

„Małgośka”
Anna Nejman

Brakuje mi ostatnio spokoju. Takiego prawdziwego – bez zgiełku, wrzeszczących pod oknem dzieci, placów zabaw i miejskiego jazgotu. Marzę o ciszy w nastrojowym miejscu, w którym można się zaszyć i przeżywać każdy dzień po swojemu, bez pośpiechu. Może sentymentalna robię się na starość, a może to tylko oznaka przemęczenia i tęsknoty za urlopem. W każdym razie ciągnie mnie do wszystkiego, co sielskie, nostalgiczne, spowolnione. Nawet lekturę ostatnio dobrałam zgodnie z obowiązującym w mojej głowie klimatem. Muszę przyznać, że z wyborem trafiłam dobrze – Małgośka Anny Nejman to właśnie taka powieść: ciepła, idylliczna, powiedziałabym nawet, że kojąca.

post-image
Recenzje

„Stany małżeńskie i pośrednie”
Dorota Kassjanowicz

Moje przyjaciółki są odpowiednio oddalone ode mnie. I nie chodzi tutaj o kilometry autostrad, a o brak konieczności wypełniania sobą całego życia. Nie klepiemy po trzy godziny przez telefon, nie omawiamy każdej wyprawy do sklepu, nawet o pieluchach nie gderałyśmy ze sobą zbyt często. Nie mam potrzeby opowiadać o obiedzie, wyjściu do kina czy kupnie nowej sukienki. Jasne, chwalimy się nowymi częściami garderoby – czasami. Trwa to zazwyczaj tyle, ile napisanie dwóch zdań. Żadna z nas się nie obraża i nie wymusza pochwał. Właśnie to najbardziej w nich cenię – że mogę żyć swoim życiem i nie muszę spowiadać się z każdego oddechu. Że kiedy przyjdę do nich pewnego dnia i powiem, że wszystko się wali, to nie usłyszę standardowego „ale czemu dopiero teraz nam o tym mówisz?!”. Nasza przyjaźń ogranicza się do przekonania, że gdzieś tam jest ktoś, na kogo zawsze można liczyć. I za taką przyjaźń jestem wdzięczna.

post-image
Recenzje

„Na plaży Chesil”
Ian McEwan

Złożenie małżeńskiej przysięgi jest nie tylko początkiem nowego życia, ale jednocześnie decyzją, która implikuje wszystko, co od tego momentu uważane jest za „normalne”. Wydawałoby się, że nakładając na palec obrączkę, niejako z automatu stajemy się dojrzalsi, odpowiedzialniejsi, czasem nawet poważniejsi. Kobieta przywdziewa maskę, która zdaje się informować, że od tej pory jest żoną (a nie jakąś tam dziewczyną czy partnerką), a piersi mężczyzny wydają się być wypięte jeszcze bardziej w geście oznaczającym „jestem mężem”. W dzisiejszych czasach może to wygląda nieco inaczej, biorąc pod uwagę fakt, że wiele wymogów i oczekiwań względem małżeństw zostało zatartych.