Recenzje

„Owoce granatu. Dziewczęta wygnane”
Maria Paszyńska

przez


A gdyby przyszło mi dorastać w czasach okupacji? Gdybym z idyllicznych wakacji na wsi wpadła w jednym momencie w szpony zła, które ktoś postanowił wyrządzić wszystkim, którzy nie pasują do jego wizji świata? Gdybym zaufała i została okrutnie zdradzona przez świat, ludzi, najbliższą osobę? Gdybym – jako zaledwie nastolatka – straciła wszystko, co przez całe dotychczasowe życie było moją podporą? Czy miałabym siłę, by trwać? Gwałcona, poniewierana, zawszona? Nie potrafiłabym. Ile trzeba mieć w sobie siły, by w takich okolicznościach wydobyć z siebie minimum chęci do życia? Czy to jest w ogóle możliwe? Wiem, zadaję dużo pytań. Jednak uwierzcie, w mojej głowie jest ich znacznie więcej. Chciałabym zapytać o moralność i człowieczeństwo. O sens tego, co wydarzyło się kilkadziesiąt lat temu. Ale przecież tak wielu już pytało i żaden nie dostał jednoznacznej odpowiedzi. Jednak są książki, które pozwalają nam uruchomić wyobraźnię. Owoc granatu. Dziewczęta wygnane Marii Paszyńskiej doskonale pasują do tej charakterystyki.

Kiedy rozpoczyna się wojna, bliźniaczki Elżbieta i Stefania Łukowskie spędzają wakacje u swoich dziadków na wsi. Tutaj poznają smak pierwszego zakochania i rozczarowania. Tutaj też zastają ich radzieccy żołnierze. Od tej pory życie dziewcząt staje się tylko jednym z wielu istnień zamkniętych w zatłoczonym wagonie zmierzającym w kierunku zamarzniętej Syberii. Tam muszą walczyć o przetrwanie, robiąc rzeczy, które odbierają im wszystko, co mają. A każda z nich owo „wszystko” traktuje inaczej, bowiem są jak ogień i woda.

Wydaje się, jakby tą książką Paszyńska oddawała hołd kresowianom, których spotkała kara za to, że… żyli. Pozbawieni domów, rodzin, czasem nawet ludzkich odruchów, próbowali łapać przebłyski człowieczeństwa tam, gdzie starano się uczynić z nich zwierzęta. Autorka bardzo mocno kontrastuje ze sobą dwie rzeczywistości – spokojne, sielskie życie na wsi z mroźną, pozbawioną życia Syberią. Kontrastuje również same bohaterki, obydwie pozbawiając sumienia i umiejętności kochania. Z tą różnicą, że jedna jest ich pozbawiona od pierwszych stron książki, a druga w wyniku okrutnego doświadczenia.

Wraz ze zmieniającymi się okolicznościami czytelnik czuje coraz większe napięcie i ten szczególny rodzaj ciekawości, który nie pozwala odłożyć książki nawet na chwilę. Przyznaję, że do momentu zsyłki Dziewczęta wygnane traktowałam jak lekką obyczajówkę. Od chwili, gdy za rodziną Łukowskich zatrzasnęły się drzwi przeludnionego wagonu, ta książka stała się dla mnie dowodem, historią i prawdą. Czytając o odwadze i poświęceniu Elżbiety, czułam przeszywające mnie zimno. Miałam wrażenie, że przez okna wdziera się mroźny wiatr, powodujący drętwienie całego ciała. Paszyńska potrafi malować słowami obrazy. Tworząc literackie pejzaże, nie zapomina o swoich bohaterkach. Pieczołowite i utrzymujące się od samego początku kontrastowe charakterystyki uzupełniają tę historię, wywołując ogromne emocje. Do tego wszystkiego dochodzi język, którym posługuje się autorka, a właściwie umiejętność dostosowania go do czytelnika. Paszyńska nie przesadza. Nie stylizuje go, na siłę nie utrudnia, a jednocześnie nie infantylizuje i nie spłyca. Dzięki temu w żaden sposób nie utrudnia odbioru lektury, czyniąc swoją historię nie tyle uniwersalną, co po prostu dedykowaną każdemu. Autorka posiada umiejętność wyważenia pewnych spraw, nie ocierając się o banał oraz nie tworząc podręcznikowej historii pełnej suchych faktów. To jeden z powodów, dla których książki Marii Paszyńskiej będą miały swoje własne miejsce na moim regale.  

Może Ci się również spodobać: