post-image
Recenzje

„Zdobycz i wierność”
Jerzy Pietrkiewicz

Poczynię teraz wyznanie: nie znosiłam czytać lektur. Autor każdej książki, którą miałam obowiązek przeczytać, automatycznie stawał się wrogiem. W ten sposób moja niepokorna dusza buntowała się przeciwko jakiemukolwiek przymusowi. Właściwie zostało mi to do dzisiaj. Najbardziej uwierał mnie Henryk Sienkiewicz. Wiem, że narażę się teraz wielu zwolennikom naszej klasyki, ale naprawdę… za cholerę nie byłam w stanie przeczytać Quo vadis, Pana Wołodyjowskiego, Potopu czy Ogniem i mieczem. Krzyżaków załatwiłam streszczeniem. I nie to, że obejrzałam filmy. Przez żaden z tych filmów nie byłam w stanie przebrnąć. Nie ma się czym chwalić. Po prostu od samego początku chemii między nami nie było.

post-image
Recenzje

„Zmowa”
Dario Correnti

Był taki moment, w którym chciałam zostać dziennikarką. To było mniej więcej wtedy, gdy skończyłam marzyć o byciu piosenkarką. Ach nie, to było tuż po tym, jak ubzdurałam sobie, że zostanę archeologiem. A może się mylę? Może to było gdzieś pomiędzy marzeniami o byciu aktorką lub pisarką? Nie pamiętam już. W każdym razie na pewno gdzieś tam kiedyś chciałam być dziennikarką. Nieważne jaką. To znaczy ważne o tyle, że na pewno dobrą. Ale akurat dobra to ja lubię być we wszystkim, co robię.

post-image
Recenzje

„Noc w Berlinie”
Grzegorz Kozera

Czy istnieje przepis na doskonałą książkę? Czy jest jakiś patent, którego zastosowanie da gwarancję sukcesu? Najprościej rzecz ujmując – dla mnie dobra książka to taka, którą lekko się czyta, ale trudno zapomina. W świecie, w którym autorów jest coraz więcej, książek przybywa, a doba nie da się wydłużyć, za spory wyczyn uważam trafienie na taką lekturę, która mnie po prostu zmiażdży. Na polskim rynku można znaleźć perełki, które do czytelniczego świata wnoszą wiele dobrego. Od roku bacznie przyglądam się tej „przestrzeni”, poznaję pisarzy, o których nie słyszałam, bo skłaniałam się bardziej ku temu, co obce, zagraniczne, niepolskie. A przecież talent nie jest darem obcokrajowców! Dlaczego więc rodzimą literaturę traktuję po macoszemu? – zapytałam sama siebie. W ten sposób zostałam bacznym obserwatorem.

post-image
Doceniam okładki

Maria Paszyńska

Jednym z pozytywów cyklu “Doceniam okładki” jest poznawanie ciekawych ludzi. Dzisiaj moim gościem jest właśnie ktoś taki – Maria Paszyńska, autorka cyklu Warszawski niebotyk, a także kilku innych książek, w tym Willi pod Zwariowaną Gwiazdą, której okładka również została doceniona w tym cyklu. Już niebawem, bo 20 czerwca, nakładem Wydawnictwa Książnica ukaże się kolejna książka Pani Marii – “Owoc granatu. Dziewczęta wygnane”. Ja już nastawiłam się na świetną lekturę!

post-image
Recenzje

„Szpadel”
Lize Spit

Tak sobie myślę, co by napisać we wstępie do dzisiejszej recenzji… Zastanawiam się, czego oczekujesz ode mnie – Ty, która/który siedzisz po drugiej stronie monitora. Opisu książki, emocji czy może po prostu oceny? Wydawałoby się, że najłatwiejszą odpowiedzią jest stwierdzenie, że ten, kto sięga do recenzji książki, chce wiedzieć, czy warto ją przeczytać. A jeśli cała moja ocena zawarta zostanie w jednym słowie: ohydna? Czy wtedy warto sięgnąć po taką lekturę, czy może lepiej sobie darować? Stoję przed dylematem, bo właśnie przeczytałam coś, co określiłabym słowem „ohydne”. Problem polega na tym, że w tym przypadku to wcale nie jest bliskoznaczne „złemu”.