post-image
Recenzje

„Mgły Toskanii”
Natasza Socha

Mogłabym napisać książkę. Historię złożoną trochę ze swojego życia, trochę z życia znajomych, dorzuciłabym coś z wyobraźni, ubrała w...
post-image
Recenzje

„Gra poza prawem”
Magdalena Zimniak

Mam wrażenie, że ostatnio zrobiłam się niezwykle marudna w kwestii książek. Denerwują mnie małe rzeczy, które wcześniej umykały mojej uwadze. Nawet jeśli czasami coś mnie mierziło, to nie wywoływało odruchów, w konsekwencji których w powietrzu latały przedmioty. W książkach miało się dziać i tyle. Akcja miała mnie pochłonąć i w sumie merytoryka oraz warstwa językowa stały obok. Liczyło się tempo, zwroty akcji i ciekawi bohaterowie. Ostatnio coś we mnie pękło i zauważyłam, że sporo uwagi poświęcam przygotowaniu autora do pisania, językowi, którym się posługuje, skupiam się na charakterystykach postaci. Wydaje mi się, że to efekt pewnych zmian, które postanowiłam wprowadzić – dałam szansę autorom takiego rodzaju książek, których jeszcze niedawno nie można było znaleźć na moich regałach. Efektem tego jest kilka cudownych odkryć i wiele rozczarowań.

post-image
Recenzje

„Mała zła książka”
Magnus Myst

Wiadomo, że nie wszystkie eksperymenty zaliczają się do udanych. Są takie, które od razu znajdują swoich zwolenników oraz takie, które niekoniecznie przypadną wszystkim do gustu. Na „książkowej scenie” obserwuję sporo takich eksperymentów, zarówno w kwestii sposobu pisania, jak i coraz odważniejszych form. Mam tu na myśli takie książki, których nie czyta się w tradycyjny sposób. Dokładniej rzecz ujmując, chodzi o wszelkiego rodzaju książki interaktywne, tak popularne szczególnie w przypadku książek dla dzieci. Do dziś wspominam Turlututu. A kuku, to ja! Harve’a Tulleta, która była ulubioną lekturą mojego wówczas półtorarocznego syna. Dmuchał w nią, kręcił, potrząsał, byleby „coś się zadziało”. Wcale się nie dziwię, że tego typu publikacje zaczęły zdobywać niesamowitą popularność. Tą drogą poszło też wydawnictwo Prószyński i S-ka, wydając Małą złą książkę Magnusa Mysta – interaktywną, tajemniczą i nieco straszną lekturę dla starszych dzieci. To oczywiste, że chciałam, aby trafiła na naszą półkę.

post-image
Doceniam okładki

Liliana Fabisińska

Dziś wyjątkowe wydanie cyklu “Doceniam okładki”. Wyjątkowe z wielu względów – po pierwsze: ostatnie w okresie wakacyjnym, po drugie:...
post-image
Recenzje

„Niebo na własność”
Luke Allnutt

„Twoje dziecko niebawem umrze”. Prosty komunikat. Krótka informacja. Wyrok śmierci.
Wielokrotnie w swoich recenzjach powołuję się na fakt bycia matką – w zależności od okoliczności, tego, co chcę przekazać, czym chcę Was przekonać do czytania bądź nieczytania danej lektury. Przytaczam wydarzenia z rodzinnego życia, bo jest mi łatwiej pisać o czymś znanym. Dziś oznajmiam, że pierwszy raz cieszę się, że nie muszę nawiązywać do własnego życia, pisząc recenzję. Odczuwam olbrzymią radość, że nic ostatnio przeczytana książka w żaden sposób mnie nie dotyczy.