post-image
Recenzje

„Pokój służącej”
Fiona Mitchell

Na ostatnim roku studiów wyjechałam do Norwegii. Sprzątając pokoje i pomagając w hotelowej kuchni, starałam się zarobić na mieszkanie, które dałoby mi poczucie samodzielności i niezależności. Nigdy nie czułam się wykorzystywana czy niesprawiedliwie potraktowana. Zarabiałam tyle co inni i traktowano mnie z szacunkiem należnym każdemu człowiekowi. Od mojej ówczesnej szefowej różniłam się jak czerwony od niebieskiego, a jednak nigdy nie starała się pokazać, że jest kimś lepszym ode mnie.

post-image
Recenzje

„Miasto Złotej”
Daniel Chmielewski, Magda Rucińska

Mieszkam w niedużym mieście. Gdy wychodzę na balkon, po lewej stronie widzę ogromne pole, które jakimś cudem jeszcze nie zostało przekształcone w działki budowlane i sprzedane deweloperowi. Po prawej – osiedle pełne bloków. Przed oknami zielony skwer z placem zabaw. Nie mogę narzekać na brak zieleni. Jednak obserwując coraz to nowsze budownictwo, nowoczesny design, prostotę i bryłowatość powstających wokół osiedli, coraz częściej tęsknię za domem na wsi. Drewniane chaty, kolorowe okiennice, stylowe wnętrza – uwielbiam je oglądać i spędzać czas w takim otoczeniu. Na co dzień zdecydowanie cenię prostotę i pewnego rodzaju elegancję, która pełna jest szarości, jednak zawsze ocieplonych żółcią, turkusem czy innym kolorem. Jednocześnie zauważam, że „ciepło” powoli odchodzi do lamusa – białe kuchnie, szare salony, czarne blaty zdominowały rzeczywistość, wywołując wrażenie wizyty w muzeum, a nie w domu. Betonowe klatki ozdobione przeszklonymi ścianami i metalowymi barierkami stają się jedyną „atrakcją”. Czy to problem? Trochę tak. Miasta tracą wyrazistość, stając się zbitką szarości z niewielkimi fragmentami zieleni gdzieniegdzie. Niektórzy starają się pokryć tę stratę malowaniem każdego bloku na inny kolor, co – w mojej opinii – przynosi jeszcze gorsze efekty.

post-image
Recenzje

„Muszę to wiedzieć”
Karen Cleveland

To ciekawe, jak szybko ludzie potrafią zmienić swoje priorytety, gdy stają w obliczu zagrożenia oraz jak przekształcają się wyznawane przez nich wartości i przekonania, gdy muszą zrobić coś złego, by ochronić swoją rodzinę. Każdy jest w stanie poświęcić bardzo wiele dla dobra bliskich. To prawda, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a perspektywa może zmienić się drastycznie, gdy do głosu dochodzi strach o najbliższych. Z taką sytuacją spotykamy się w książce Muszę to wiedzieć Karen Cleveland, którą miałam niesamowitą przyjemność przeczytać kilka dni temu.

post-image
Recenzje

„Skazani na ból”
Agnieszka Lingas-Łoniewska

Warszawa. Miły wieczór w doborowym towarzystwie, rozmowy o książkach, pisarzach, bohaterach. W takim gronie to standard – jedne to autorki książek, które pochłania się w ciągu jednej nocy, inne to nałogowe czytelniczki. Idealne połączenie. Na tapet wchodzi książka Skazani na ból Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Wówczas słyszę kierowane do mnie słowa: „Chciałabym, żebyś przeczytała tę książkę, bo tę historię napisało życie”. Autorką tych słów była Agnieszka, a przeczytanie wspomnianej książki stało się moim priorytetem. Bo wiecie jak to jest z Lingas-Łoniewską? Wiecie. O jej „dilowaniu” emocjami wszyscy już słyszeli. Ostatnio napisałam, że jest gwarantem dobrej jakości, ale po lekturze Skazanych… wydaje mi się to zbyt błahym określeniem. Tą książką autorka – mówiąc kolokwialnie – pozamiatała. A ona przecież wciąż tworzy! Swoim płodnym umysłem mogłaby spokojnie obdarować pułk (albo i całą brygadę).

post-image
Recenzje

„Wiedźma duszona w winie”
Marta Obuch

Jestem z siebie dumna. Sukcesywnie podążam wyznaczonym przez siebie szlakiem. Nie ukrywam – łatwo nie jest. Droga jest kręta, wyboista, mam wrażenie, że zbyt często obsypana kamieniami, które umykają spod nóg podczas wspinaczki. Tak zwane podejścia niestety pojawiają się często. Nazwałam ten szlak otwarciem na nowości. Postanowiłam wyjść poza kanon literatury, która zdominowała moje regały. Chcę przyjrzeć się twórczości autorów, których nie znałam, a którzy są powszechnie zachwalani. Z tego właśnie względu sięgnęłam po Wiedźmę duszoną w winie Marty Obuch. Przyznam, że komedie kryminalne nie są mi szczególnie bliskie, zwłaszcza, jeśli chodzi o bardzo współczesnych autorów (bo w Chmielewskiej zaczytywałam się jako nastolatka, więc uznaję, że to było wieki temu). Zupełnie nieznana mi pisarka, która zawojowała literacki świat (w swoim gatunku) i zyskała sporą rzeszę fanów, o czym przekonałam się, zapowiadając recenzję tej książki. „Zarwałam dla niej nockę”, „Marta pisze bardzo fajnie” – grzmiały koleżanki, komentując zdjęcie na Instagramie. Pomyślałam wówczas, że to będzie coś dla mnie – lekkie, zabawne, odprężające.