post-image
Recenzje

„Baronówna”
Michał Wójcik

Fascynować, budzić strach, manipulować, grać, pojawiać się i znikać, być tam, gdzie zapadają najważniejsze decyzje i być (z) tym, kto te decyzje podejmuje. Kusić, nęcić, wabić, mamić. Być piękną, pożądaną, eteryczną, sensualną. Ile kobiet marzy o tym, żeby być niczym kameleon? Jak powiew zmysłowych perfum, za którymi mężczyźni podążają po to, by zgubić ich ulotną nutę…? Ile spośród nas chciałoby działać jak najlepszy afrodyzjak? Czy to wszystko daje władzę? Kobieta-szpieg, tajemnicza agentka, femme fatale. To brzmi tak enigmatycznie, elektryzująco, nawet romantycznie! Czy chciałabym taka być?

post-image
Recenzje

„Powiem Ci coś”
Piotr Adamczyk

Decyzja o tym, by zacząć pisać o książkach była jedną z najlepszych, jakie podjęłam w ciągu ostatniego roku. Moja niezamykająca się jadaczka dostała nieco wytchnienia. Wytłumaczyłam jej, że skoro część obowiązków przejęły palce, to może udać się na zasłużoną emeryturę. Nie, dobra, to przesada. Półemeryturę. Yyyy… no też nie. Może sobie po prostu czasami odpocząć. Czasami. Niezbyt często. Och, dobrze już, bo mi się wątek rozmywa. Chodzi o to, że fajnie jest przelewać na klawiaturę myśli i emocje, a następnie wracać do nich po jakimś czasie. Oczywiście najczęściej wówczas rwę włosy z głowy, że coś źle napisałam albo przecinek wkradł się w niewłaściwe miejsce, ale to nieważne w tym momencie. Wracam w ten sposób do bohaterów, odtwarzam najbardziej interesujące sceny, przypominam sobie epilog. Tak, blogowanie to zdecydowanie dobra rzecz. Ma jeszcze jedną zaletę – pozwala trafić na autorów, o których wcześniej nawet się nie słyszało. Czy to ignorancja? Wolę rozpatrywać to w innych kategoriach. Jednak brak znajomości twórczości niektórych pisarzy okazuje się czasem lekkim nietaktem. Dokładnie tak jest w kontekście Piotra Adamczyka. Zdaję sobie sprawę, że w tym momencie popełniam blogowe seppuku, bo – przyznaję się – widząc jego nazwisko w programie zeszłorocznych targów książki, pomyślałam sobie, że zbyt wielu celebrytów próbuje napisać coś sensownego. Tak, wiem. Dramat. Nad moim nieszczęsnym losem ktoś jednak czuwa, bowiem w moje ręce powierzył najnowszą książkę tegoż „celebryty”. Ponownie przyznaję – mea culpa.

post-image
Doceniam okładki

Wilk książkowy

Przedstawiam Wam kolejne wydanie cyklu “Doceniam okładki” – dziś w wykonaniu Romy, która prowadzi świetny książkowy profil na Instagramie @wilk.ksiazkowy. Już od dawna śledzę z uwagą jej zdjęcia, podpatruję i inspiruję się jej kotami 🙂 Swoich nie mam, to chociaż u niej podglądam 😉

post-image
Recenzje

„Patrioci”
Sana Krasikov

Pamiętam lekcje historii, w czasie których pani profesor opowiadała nam o założeniach komunizmu, jego ideologach i reprezentowanych przez nich głównych nurtach. Jako „rocznik orwellowski” miałam mniejsze bądź większe pojęcie o tym, czym komunizm tak naprawdę jest, jednak z dzieciństwa pamiętałam głównie kartki, które ojciec przynosił do domu, a mama wymieniała na cokolwiek, białego Fiata 126p z bagażnikiem na dachu oraz „Akademię Pana Kleksa” i ukochany „Plastusiowy pamiętnik”. Moje dorastanie to okres przemian, który nastąpił po Okrągłym Stole. Moja dorosłość to już tylko obserwacja pogrążającej się w chaosie sceny politycznej. Z tym większym zainteresowaniem sięgam po lektury, które wnoszą do mojego świata wiedzę na temat przeszłości. Bardzo często piszę o tym, że poznawanie choćby zalążków historii z kart powieści jest dla mnie najlepszym sposobem na zdobywanie wiedzy. Szczególnie interesujące wydają się historie tworzone przez autorów, którzy – wskutek własnej wielokulturowości – pozwalają nam „wyczytać świat”. To przekonanie towarzyszyło mi podczas lektury „Patriotów” Sany Krasikov.

post-image
Recenzje

„Lewa strona życia”
Lisa Genova

Wychodzę z założenia, że ambicje lepiej mieć niż ich nie mieć. Pozwalają iść do przodu, zdobywać szczyty, realizować cele. Problem pojawia się wówczas, gdy nasze ambicje zaczynają przeważać nad realiami i cel – mimo że do niego dążymy – tak naprawdę oddala się. To takie współczesne – ten pęd za uznaniem, szacunkiem, byciem „kimś”. Przypominam sobie sytuację, gdy rozmawiałam ze studentem ostatniego roku pewnej technicznej uczelni i – jako ówczesny specjalista w tej dziedzinie – tłumaczyłam mu, jakich fachowców brakuje na rynku pracy i jakiego doświadczenia rekruterzy oczekują od kandydatów. Usłyszałam, że przecież od kończy TĘ uczelnię, zna komunikatywnie język angielski i uważa, że spokojnie poradziłby sobie na stanowisku menadżerskim. Nie, nie poradziłby sobie – okrutnie próbowałam mu wytłumaczyć. Jeszcze nie teraz. Może za kilka(naście) lat. Oburzył się, trzasnął drzwiami i wyszedł. Ambicje trzeba mieć. Zdrowe.