post-image
Recenzje

„ 444 ”
Maciej Siembieda

Kilka dni temu podjęłam się pewnego zadania: próbowałam znaleźć wszystkie książki, które przez media, blogerów lub wydawców zostały porównane do książek Dana Browna. Znalazłam kilka „podobnych do Kodu Leonarda da Vinci”, pisarzy piszących „niczym Dan Brown” oraz bohaterów „intrygujących jak Robert Langdon”. Oczywistym jest, że taki marketingowy zabieg może przynieść dużo dobrego, przełożyć się na zwiększone nakłady, a co za tym idzie – świetną sprzedaż. Wszystko zależy od tak zwanego „targetu”. Ja w tym wypadku jestem poza nim. Nie zachwycił mnie „Kod Leonarda da Vinci”, nie pokonały mnie „Anioły i demony”, a „Inferno” odłożyłam po stu stronach.

post-image
Recenzje

„Milczące dziecko”
Sarah A. Dezil

Pamiętacie czasy, kiedy jako sześcio- czy siedmiolatkowie dostawaliście klucz do domu zawieszony na tasiemce lub zwykłej sznurówce i za pełną zgodą rodziców biegliście na osiedle bawić się z rówieśnikami? Ja pamiętam. Jeszcze dziś czuję lekki ciężar na szyi i obijający się o moje zęby metal wyprawiający różne akrobacje podczas skakania w gumę. Wychodziłam rano, wracałam na obiad, po czym znowu znikałam. Nie było telefonów komórkowych. Ba, nawet na stacjonarny trzeba było sobie zasłużyć! Smartwatch nie istniał, a GPS można było skojarzyć tylko z jakimś amerykańskim filmem since-fiction. Choć dzięki tej samodzielności nauczyłam się radzić sobie w różnych sytuacjach i wspominam te czasy z nostalgią, to za nic w świecie nie umiem sobie wyobrazić, że takim zaufaniem obdarzam swojego (prawie) siedmioletniego syna.

post-image
Doceniam okładki

Robert Małecki

Wtorek, a więc czas pocieszyć oczy kolejnym zestawem okładek. Dzisiaj oprawy pokazuje Robert Małecki, który jest w pełni odpowiedzialny za nieprzespane noce wielu czytelników (za pośrednictwem głównego bohatera swoich książek – Marka Benera). Już niebawem będzie miała miejsce premiera najnowszej, trzeciej już części przygód nieokiełznanego dziennikarza – „Koszmary zasną ostatnie” (Czwarta Strona), której nie mogę się doczekać.

post-image
Recenzje

„Uwikłany” Włodzimierz Malczewski
recenzja przedpremierowa

W naszym domu nie ma telewizora. Wspólnie zadecydowaliśmy, że szkoda nam czasu na słuchanie w kółko tych samych wiadomości i teorii spiskowych serwowanych w zależności od tego, który kanał akurat włączymy. Nie mamy czasu na czytanie odkrywczych pasków na dole ekranu oraz wsłuchiwanie się w różnego rodzaju debaty. Wolimy ten czas poświęcić na książki, dobry film i zabawę z dziećmi. Nie brakuje mi sześćdziesięciocalowego ekranu LCD i kilku pilotów w zasięgu ręki. To wszystko nie przeszkadza nam orientować się, co w trawie piszczy, szczególnie w naszej rodzimej – pełnej wzlotów i upadków – polityce. Dochodzą do nas informacje o kolejnych aferach, jak na przykład o „podstępnym” kelnerze, który odważył się podsłuchiwać prominentnych polityków w restauracji pewnego medialnego szefa kuchni.