post-image
Doceniam okładki

Marcel Woźniak

Zasadniczo nie lubię poniedziałków. Wtorki już są lepsze, bo bliżej piątku. Ale najfajniejszy jest wtorkowy wieczór, kiedy mogę Wam zaprezentować kolejne wydanie cyklu “Doceniam okładki”. Dziś swój zestaw pokaże nam Marcel Woźniak (Czwarta Strona), autor cyklu kryminałów ze świetnym komisarzem Brodzkim w roli głównej. Chyba niebawem pojawi się kolejna część… mam przynajmniej taką nadzieję!

post-image
Recenzje

„Czarny szlak”
Andreas Föhr

Morze czy góry? Na to skomplikowane pytanie zawsze odpowiadam – góry.  Żadne morze nie zrównoważy mi tego, co droga na szczyt i widoki, które mam możliwość podziwiać. Uwielbiam czas spędzany wysoko, gdzie towarzyszą mi cisza i spokój, przestrzeń dookoła, gorąca herbata z termosu i kanapki zrobione na drogę. Bez dyskusji akceptuję ból mięśni, który w tym wypadku wydaje się być nawet przyjemny i pielęgnowanie odcisków przez najbliższych kilka dni. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Góry to zawsze wyzwanie i nie mówię o Himalajach. Nie muszę wspiąć się na Czomolungmę, żeby poczuć wolność. Grunt, żeby wejść trochę wyżej, trochę się zmęczyć i cieszyć. Po prostu.

post-image
Recenzje

„Węzeł prawdy”
Iwona Wej

Z dużą dozą niepewności podchodzę do każdej lektury, która już w opisie zawiera informację o istnieniu tajemniczego stowarzyszenia, które wpływa na losy bohaterów. Wszystkie rządzące światem tajne i niebezpieczne organizacje wywołują we mnie poczucie, że będę miała do czynienia z kolejną teorią spiskową, a tego mam już po dziurki w nosie. Wszelkiego rodzaju zdarzenia z naszego życia, które wydają się przypadkiem, a okazują się misternie zaplanowane przez kilkoro ludzi zasiadających raz na jakiś czas przy wspólnym stole, są dla mnie tak realne jak istnienie skrzatów, o których opowiadam mojej niespełna trzyletniej córce. Niemniej jednak literatura pełna jest tego typu wątków, owe „zgromadzenia” stają się rczasami jednym z głównych bohaterów, a mnie pozostaje albo omijać tego typu książki z daleka albo po prostu to zaakceptować. I pół biedy, gdy autor jest mi znany i wiem, że pisze dobrze. Gorzej, gdy twórcą jest ktoś, o kim nic nie wiem i trudno mi znaleźć na jego temat jakiekolwiek informacje – wówczas kilka razy zastanowię się, czy chcę po raz kolejny zmagać się z historią o odważnym bohaterze i wszechpotężnej klice ludzi ścigających go po całym świecie.

post-image
Recenzje

„Anatomia skandalu”
Sarah Vaughan

Ilu jest ludzi bez skazy? Ideałów kroczących po ziemi z szerokim uśmiechem, zbawiających świat swoją bezbrzeżną dobrocią, działających na rzecz innych ludzi? Ilu z nich w rzeczywistości rzuci wszystko, by pomóc, gdy trzeba? Ilu z nich, gdy zgasną światła, a operator kamery wciśnie magiczny guzik „off”, będzie wciąż doskonałym mówcą, genialnym człowiekiem, wymarzonym towarzyszem? Ile z pośród obserwowanych przez nas scen jest tak naprawdę wyreżyserowanych na potrzeby czegoś, o czym nie mamy pojęcia? W którym momencie kończy się moralność, a zaczyna zwykła rozgrywka? Czy w plątaninie kłamstw, wymysłów i manipulacji jesteśmy w stanie poznać prawdę? Takie przemyślenia dopadły mnie po przeczytaniu „Anatomii skandalu” Sarah Vaughan.