post-image
Doceniam okładki

Spadło mi z regała

Tak jak obiecałam – ruszamy z cyklem “Doceniam okładki”. Nie wypadałoby ogłosić początku takiej akcji i samej nie wskazać swoich ulubionych okładek, więc dzisiaj ja pokażę, co mnie urzekło w ostatnim czasie.

post-image
Recenzje

„Historia Adeli”
Magdalena Knedler

Każdy z nas dzieli swoje życie na „przed” i „po”. Nawet takie proste sprawy: przed obiadem wypiję szklankę wody, bo tak zaleca moja dietetyczka, a po obiedzie zasnę kamiennym snem warcząc na każdego, kto spróbuje mnie choćby tknąć. Przed pracą spróbuję jakkolwiek ogarnąć moje krnąbrne włosy, a po pracy pójdę je obciąć, bo nie mam do nich już siły. Przed urlopem kupię szałowy strój kąpielowy, a po urlopie go wyrzucę, bo stwierdzę, że jednak jest za mały i mi się spod niego co nieco wylewa. Może być mniej „codziennie”: przed rozwodem będę płakać każdego wieczora, a po rozwodzie poczuję, co znaczy żyć szczęśliwie. Przed śmiercią męża będę mieszkała w urokliwej włoskiej miejscowości, a po jego śmierci wrócę do Wrocławia. Na ostatnim zdaniu się zatrzymam. W takiej sytuacji „przed” i „po” poznajemy Adelę Henert. Proszę Państwa, przed Wami kilka słów na temat „Historii Adeli” autorstwa Magdaleny Knedler.

post-image
Recenzje

„Dżentelmen w Moskwie”
Amor Towles

Centrum Moskwy, Prospekt Teatralny. Kierowcy luksusowych samochodów głośnymi klaksonami wymuszają pierwszeństwo przed taksówkami. Przejście oznaczone biało-żółtymi pasami przecinające siedmio-, a może nawet i ośmiopasmową drogę. Nieopodal Plac Czerwony i siedziba Najwyższego z najniższych – Kreml. Jadąc w jednym z sunących samochodów i mając po lewej stronie Teatr Wielki, po prawej, przy najbliższym rogu zobaczymy piękny piaskowy budynek (choć takich w Moskwie wiele) ze szklaną kopułą. Jeśli nie zachwyca teraz, to zachwyci późnym wieczorem lub nocą, kiedy rozświetlą go okoliczne latarnie. Hotel Metropol. To właśnie tutaj rozgrywa się akcja pewnej wyjątkowej książki. Książki, która przeniosła mnie z dzisiejszego moskiewskiego ulicznego zgiełku do początków XX wieku. To historia o pewnym dżentelmenie – „Dżentelmenie w Moskwie” Amora Towlesa.

post-image
Recenzje

„Rdza”
Jakub Małecki

Ponury blok na obrzeżach miasta. Sąsiedzi mijają się w windzie nie mówiąc nawet zwyczajowego „dzień dobry”. Nie znają się, nie zauważają w kolejce do kasy w pobliskim markecie. Czasem parkują koło siebie swoje auta, ale kto by zwracał uwagę? W równie ponurym jak blok mieszkaniu, mniej więcej sześćdziesięciopięcioletni mężczyzna wpatruje się w małe kuchenne okno. Grube szkła na nosie wskazują, że jego wzrok szwankuje. Gdyby ktoś się nim zainteresował zobaczyłby, że często dźwiga pod pachą książki. Mężczyzna mieszka sam, nie licząc czarnego kota, który ciągle łasi mu się do nóg. Zna rozkład dnia swojego pana, wie, że po zaparzeniu czarnej, fusiastej kawy zasiądzie przy zajmującym niemal pół salonu drewnianym biurku. Nie musi dbać o przestrzeń. Nikt go nie odwiedza, a przynajmniej kot może leżeć na blacie, kiedy on pisze. Pisze codziennie. Odkąd opanował obsługę komputera (a nie było to wcale łatwe) jego życie stało się prostsze. Wciąż nie wierzy kurierom i księgarniom internetowym, wciąż zaopatruje się w ulubionym antykwariacie, ale komputer to wynalazek doskonały – pisanie idzie mu zdecydowanie szybciej. Ma tyle do opowiedzenia! Tyle ciekawych historii…