post-image
Recenzje

„W szponach szaleństwa”
Agnieszka Lingas-Łoniewska

Dwa małe szatany. Możecie mnie wyklinać, ale sześciolatek i dwuipółlatka (dziatwa moja) to prawdziwe szatany. Jak się zawezmą to nie dadzą żyć. Nie pomagają groźby, nie pomagają ostrzeżenia, prośby w stylu „Mamusia czyta, zajmijcie się sobą”. Oj nie. „A co czytasz?”. Pomyślałam, że co mi tam, pokażę. Popatrzyli na okładkę, na siebie, na mnie i… poszli. Chyba zrozumieli, co im grozi, jeśli zaraz nie zostawią matki w spokoju. Dzięki Bogu za Lego. I za Agnieszkę Lingas – Łoniewską. Swoją najnowszą książką „W szponach szaleństwa” dała mi kilka godzin spokoju. Nie. Wróć. To nie było kilka spokojnych godzin. Bo uwierzcie mi – cztery godziny na wdechu to trochę wyczyn. Przy dwudziestej szóstej stronie obstawiłam zabójcę myląc się przeokrutnie. Potem było już tylko gorzej. Ze mną. Łapałam powietrze co kilka stron zastanawiając się, czy dotrwam do końca bez interwencji karetki. A szatany? Poległy na dywanie przytulając ludziki z Lego. Bardzo pedagogiczne.

post-image
Doceniam okładki

Spadło mi z regała

Tak jak obiecałam – ruszamy z cyklem “Doceniam okładki”. Nie wypadałoby ogłosić początku takiej akcji i samej nie wskazać swoich ulubionych okładek, więc dzisiaj ja pokażę, co mnie urzekło w ostatnim czasie.

post-image
Recenzje

„Historia Adeli”
Magdalena Knedler

Każdy z nas dzieli swoje życie na „przed” i „po”. Nawet takie proste sprawy: przed obiadem wypiję szklankę wody, bo tak zaleca moja dietetyczka, a po obiedzie zasnę kamiennym snem warcząc na każdego, kto spróbuje mnie choćby tknąć. Przed pracą spróbuję jakkolwiek ogarnąć moje krnąbrne włosy, a po pracy pójdę je obciąć, bo nie mam do nich już siły. Przed urlopem kupię szałowy strój kąpielowy, a po urlopie go wyrzucę, bo stwierdzę, że jednak jest za mały i mi się spod niego co nieco wylewa. Może być mniej „codziennie”: przed rozwodem będę płakać każdego wieczora, a po rozwodzie poczuję, co znaczy żyć szczęśliwie. Przed śmiercią męża będę mieszkała w urokliwej włoskiej miejscowości, a po jego śmierci wrócę do Wrocławia. Na ostatnim zdaniu się zatrzymam. W takiej sytuacji „przed” i „po” poznajemy Adelę Henert. Proszę Państwa, przed Wami kilka słów na temat „Historii Adeli” autorstwa Magdaleny Knedler.

post-image
Recenzje

„Dżentelmen w Moskwie”
Amor Towles

Centrum Moskwy, Prospekt Teatralny. Kierowcy luksusowych samochodów głośnymi klaksonami wymuszają pierwszeństwo przed taksówkami. Przejście oznaczone biało-żółtymi pasami przecinające siedmio-, a może nawet i ośmiopasmową drogę. Nieopodal Plac Czerwony i siedziba Najwyższego z najniższych – Kreml. Jadąc w jednym z sunących samochodów i mając po lewej stronie Teatr Wielki, po prawej, przy najbliższym rogu zobaczymy piękny piaskowy budynek (choć takich w Moskwie wiele) ze szklaną kopułą. Jeśli nie zachwyca teraz, to zachwyci późnym wieczorem lub nocą, kiedy rozświetlą go okoliczne latarnie. Hotel Metropol. To właśnie tutaj rozgrywa się akcja pewnej wyjątkowej książki. Książki, która przeniosła mnie z dzisiejszego moskiewskiego ulicznego zgiełku do początków XX wieku. To historia o pewnym dżentelmenie – „Dżentelmenie w Moskwie” Amora Towlesa.