post-image
Recenzje

„Czarny szlak”
Andreas Föhr

Morze czy góry? Na to skomplikowane pytanie zawsze odpowiadam – góry.  Żadne morze nie zrównoważy mi tego, co droga na szczyt i widoki, które mam możliwość podziwiać. Uwielbiam czas spędzany wysoko, gdzie towarzyszą mi cisza i spokój, przestrzeń dookoła, gorąca herbata z termosu i kanapki zrobione na drogę. Bez dyskusji akceptuję ból mięśni, który w tym wypadku wydaje się być nawet przyjemny i pielęgnowanie odcisków przez najbliższych kilka dni. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Góry to zawsze wyzwanie i nie mówię o Himalajach. Nie muszę wspiąć się na Czomolungmę, żeby poczuć wolność. Grunt, żeby wejść trochę wyżej, trochę się zmęczyć i cieszyć. Po prostu.

post-image
Recenzje

„Węzeł prawdy”
Iwona Wej

Z dużą dozą niepewności podchodzę do każdej lektury, która już w opisie zawiera informację o istnieniu tajemniczego stowarzyszenia, które wpływa na losy bohaterów. Wszystkie rządzące światem tajne i niebezpieczne organizacje wywołują we mnie poczucie, że będę miała do czynienia z kolejną teorią spiskową, a tego mam już po dziurki w nosie. Wszelkiego rodzaju zdarzenia z naszego życia, które wydają się przypadkiem, a okazują się misternie zaplanowane przez kilkoro ludzi zasiadających raz na jakiś czas przy wspólnym stole, są dla mnie tak realne jak istnienie skrzatów, o których opowiadam mojej niespełna trzyletniej córce. Niemniej jednak literatura pełna jest tego typu wątków, owe „zgromadzenia” stają się rczasami jednym z głównych bohaterów, a mnie pozostaje albo omijać tego typu książki z daleka albo po prostu to zaakceptować. I pół biedy, gdy autor jest mi znany i wiem, że pisze dobrze. Gorzej, gdy twórcą jest ktoś, o kim nic nie wiem i trudno mi znaleźć na jego temat jakiekolwiek informacje – wówczas kilka razy zastanowię się, czy chcę po raz kolejny zmagać się z historią o odważnym bohaterze i wszechpotężnej klice ludzi ścigających go po całym świecie.

post-image
Recenzje

„Anatomia skandalu”
Sarah Vaughan

Ilu jest ludzi bez skazy? Ideałów kroczących po ziemi z szerokim uśmiechem, zbawiających świat swoją bezbrzeżną dobrocią, działających na rzecz innych ludzi? Ilu z nich w rzeczywistości rzuci wszystko, by pomóc, gdy trzeba? Ilu z nich, gdy zgasną światła, a operator kamery wciśnie magiczny guzik „off”, będzie wciąż doskonałym mówcą, genialnym człowiekiem, wymarzonym towarzyszem? Ile z pośród obserwowanych przez nas scen jest tak naprawdę wyreżyserowanych na potrzeby czegoś, o czym nie mamy pojęcia? W którym momencie kończy się moralność, a zaczyna zwykła rozgrywka? Czy w plątaninie kłamstw, wymysłów i manipulacji jesteśmy w stanie poznać prawdę? Takie przemyślenia dopadły mnie po przeczytaniu „Anatomii skandalu” Sarah Vaughan.

post-image
Doceniam okładki

Adrian Bednarek

Wybiła godzina zero. Albo po prostu 20:30, kiedy to zazwyczaj pojawia się cykl “Doceniam okładki”. Dzisiaj swoje ulubione oprawy...
post-image
Recenzje

„Grzesznica”
Petra Hammesfahr

Moje dzisiejsze przemyślenia płyną w stronę książek, które zmuszają nas do maksymalnego skupienia. Takiego stuprocentowego, bez najmniejszego rozproszenia, bez choćby małej przerwy na kawę. Książek, które od samego początku mają jedno przesłanie: albo oddasz mi całego siebie albo się nie zrozumiemy. Myślę sobie, że na pewno takie przesłanie niosły wszystkie licealne podręczniki z „fizyką” w tytule, łącznie z „Fizyką dla opornych”.