post-image
Recenzje

„Apteka marzeń”
Natasza Socha

Droga Nataszo,
Przeszłyśmy ostatnio na „ty”, więc pozwalam sobie. Na początku mojego listu chciałabym Cię bardzo serdecznie pozdrowić, jak Pan Bóg przykazał. Przemówił do mnie ustami nauczycielki języka polskiego uczącej, że tak należy zaczynać wywód zwany listem. Nie przewidzieli, że ja wcale nie będę chciała pozdrawiać adresata. Nie mieściło im się zapewne w głowie, że tak naprawdę jedyne, co chciałabym zrobić, to Cię udusić.

post-image
Recenzje

„Pamiętam”
Agnieszka Janiszewska

Pisaliście kiedyś pamiętnik? Ja tak. Miałam ich całe stosy. Ewoluowały wraz z moim wiekiem. Zaczęło się od takiego z kolorowymi pachnącymi karteczkami, zabezpieczonego kłódką, do której kluczyk nosiłam na szyi – bo przecież wszyscy wokół na pewno byli bardzo zainteresowani faktem, że podoba mi się, jak Krzyś z „II d” tańczył na ostatniej mini-dyskotece albo jak bardzo nie lubię Oli, bo dostała szóstkę z plastyki, a ja tylko piątkę. Potem przyszedł czas na tak zwane „złote myśli” i tajemne odpowiedzi kolegów, które były zaklejane taśmą, żeby nikt inny nie zobaczył, która dziewczyna w klasie jest najładniejsza. Reszta była nieważna. Jeszcze ewentualnie wskazanie swojej najlepszej koleżanki było interesujące. Nie myślcie, że mi ta głupota została. Jak wspomniałam – to ewoluowało. Potem przyszedł czas na zwykłe zeszyty i opisywanie przebiegu każdego dnia, co najmniej, jakbym prowadziła niezwykle bujne życie towarzyskie na miarę Madonny albo gwiazdy Hollywood.

post-image
Doceniam okładki

BartoszCzyta

Dziś kolejne wydanie cyklu “Doceniam okładki”. Z tej okazji goszczę u siebie Bartka – blogera, którego możecie znać jako BartoszCzyta. Bartek wybrał aż siedem okładek, na które zwrócił szczególną uwagę i obszernie swój wybór uargumentował.

post-image
Recenzje

„Grzech”
Max Czornyj

Czy to grzech, że nie zostałam prawniczką? W liceum z godną podziwu zaciętością odbębniałam sześć godzin tygodniowo historii, ucząc się, na którym palcu królowa Bona nosiła pierścionek i tym podobnych bzdur. Historyczkę (nie mylić z histeryczką) miałam cudowną, nie powiem. Sprzedawała wiedzę tak, jak sprzedaje się rydze przy autostradzie w kierunku Warszawy – szybko i efektywnie. Profil historyczno-prawny, który wybrałam dla siebie w ówczesnym tak zwanym „Zawadzkim”, miał otworzyć przede mną wrota każdego sądu i nauczyć mnie zmiękczać zatwardziałych przeciwników. Ku mojej radości zostałam magistrem socjologii. Też dobrze. Bo co oni wyprawiają na tych prawniczych kierunkach ja się pytam?! Co oni robią z tymi studentami? Naprawdę nie wiem. Szukam odpowiedzi od jakiegoś czasu. Mróz, Koziarski, Czornyj – ukończyli to sławetne „prawo”, po czym zasiedli do pisania książek i, że tak kolokwialnie powiem, rozwalili system. Mróz jak Mróz – każdy wie, Koziarski po swoim „Ciemnokręgu” zostawił mnie w kompletnej rozsypce, a Czornyj? Czornyj pozamiatał, grzesząc przy tym okrutnie.